Smalec ze skwarkami — smalczyk

Zupełnie niedobreNiezbyt dobrePrzeciętneDobreBardzo dobre (Głosów: 1, wynik: 5,00 na 5)
Loading...

Sma­lec ze skwar­ka­mi — siła tkwi w pro­sto­cie. Dosłow­nie. Jest to dosko­na­łe, smacz­ne, wyso­ko­ka­lo­rycz­ne, bar­dzo trwa­łe, ale i bar­dzo nie­zdro­we sma­ro­wi­dło do pieczywa.

Dzi­siej­szy prze­pis będzie zwię­zły i tre­ści­wy, bo cóż moż­na napi­sać o potra­wie skła­da­ją­cej się rap­tem z jed­ne­go skład­ni­ka wyj­ścio­we­go. Oczy­wi­ście moż­na by pisać peany w ramach dzięk­czy­nie­nia oso­bie, któ­ra pierw­sza wpa­dła na pomysł zesma­że­nia na patel­ni pokro­jo­nej w kost­kę sło­ni­ny, ale że nie wie­my kto i kie­dy to był…

Składniki na smalec ze skwarkami

  • odpo­wia­da­ją­ca nam ilość słoniny,
  • sól (może być mor­ska, kamien­na, warzo­na — dzi­siaj i tak będzie niezdrowo 😉 ),
  • opcjo­nal­nie — cebu­la, jakieś zioła,
  • szczyp­ta wol­ne­go czasu.

Aby sma­lec ze skwar­ka­mi zawie­rał coś do prze­gry­zie­nia, umy­tą sło­ni­nę kro­imy w grub­szą kost­kę. Taką wiel­ko­ści paznok­cia. Skwar­ki i tak się porząd­nie wyto­pią i znacz­nie zmniej­szą swo­ją obję­tość, więc nie ma strachu.

Smazenie sloniny

Sło­ni­nę deli­kat­nie opró­sza­my solą i sma­ży­my na patel­ni wyta­pia­jąc tłuszcz. A powsta­nie go spo­ro. Aby sma­że­nie sło­ni­ny nie trwa­ło całą wiecz­ność, roz­to­pio­ny sma­lec (bez skwar­ków) może­my odle­wać za pomo­cą małej cho­chel­ki do bla­sza­ne­go ron­del­ka. Gdy skwar­ki znacz­nie się już skur­czą, ewen­tu­al­nie pod­le­wa­my je nie­wiel­ką ilo­ścią zabra­ne­go wcze­śniej tłusz­czu i sma­ży­my, aż się przy­ru­mie­nią. Na koniec łączy­my wszyst­ko razem, zosta­wia­my do lek­kie­go prze­sty­gnię­cia i wle­wa­my do sło­icz­ków do cał­ko­wi­te­go zesta­le­nia. Może­my też dodać posie­ka­ną i sma­żo­ną na smal­cu cebu­lę lub np. zio­ła pro­wan­sal­skie — smal­czyk nabie­rze aromatu.

Smalec ze skwarkami - smalczyk

Tak otrzy­ma­ny sma­lec ze skwar­ka­mi jest bar­dzo trwa­ły. Nie mam poję­cia jaki jest jego ter­min przy­dat­no­ści do spo­ży­cia, bo z lodów­ki zni­ka bar­dzo szyb­ko. Mak­sy­mal­nie prze­sie­dział w niej chy­ba ponad mie­siąc (bo musie­li­śmy naj­pierw wsza­mać znacz­nie mniej trwa­łą kieł­ba­sian­kę) i nadal był “zja­dli­wy”. Jeśli wie­cie, ile taki smal­czyk może prze­trwać w sta­nie jadal­nym, to uświa­dom­cie mnie, pro­szę, w komentarzach.

I jesz­cze jed­no: jeśli nie prze­sa­dzi­my z dodat­ka­mi sma­ko­wy­mi (cebu­la, zio­ła), skwar­ki zakon­ser­wo­wa­ne w ten spo­sób świet­nie nada­dzą się do omasz­cze­nia np. pierogów.

Smacz­ne­go!

Napisano w Wieprzowina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.